— Pijże! Pij! Pij!
Pan Mason usłuchał, ponieważ oczywiście opierać się byłoby rzeczą daremną. Był już teraz ubrany i blady, bez śladów krwi i zabrudzenia. Pan Rochester pozwolił mu posiedzieć trzy minuty po zażyciu lekarstwa, po czym ujął go pod ramię.
— Teraz jestem pewien, że potrafisz utrzymać się na nogach — rzekł. — Spróbuj.
Pacjent powstał.
— Carter, ty weź go pod drugie ramię. Bądź dobrej myśli, Ryszardzie. No, ruszże się... Tak... O, widzisz!
— Czuję się lepiej — zauważył pan Mason.
— Byłem tego pewien. A teraz, panno Jane, idź, proszę, przed nami tylnymi schodami. Otwórz drzwi od bocznego korytarza i powiedz woźnicy pocztowego ekwipażu, którego zobaczysz na podwórzu albo tuż za bramą, gdyż powiedziałem mu, żeby terkoczącymi kołami nie jechał po bruku, ażeby był gotów, że idziemy. Ale, ale... Panno Jane, gdyby się tam kto kręcił, stań u stóp schodów i chrząknij.
Wybiło już tymczasem wpół do szóstej i słońce wzejść miało za chwilę. W kuchni jednakże zastałam jeszcze ciemności i ciszę. Drzwi od bocznego korytarza były zaryglowane. Otworzyłam je, jak mogłam najciszej. Wszędzie na podwórzu panował spokój, ale bramy były szeroko otwarte i stała tam karetka pocztowa z zaprzęgniętymi końmi i woźnicą na koźle. Zbliżyłam się i powiedziałam mu, że panowie już idą. Skinął na to głową, ja zaś rozejrzałam się uważnie dokoła i nasłuchiwałam. Cisza wczesnego ranka zalegała wszędzie, zasłony nad oknami pokoi służących były jeszcze zaciągnięte, małe ptaszki ćwierkały w ubielonych kwiatami drzewach sadu, których gałęzie, jak białe girlandy, przewieszały się przez mur, zamykający z jednej strony podwórze. Konie powozowe tupały raz po raz w zamkniętych stajniach, nad wszystkim innym panowała cisza.
Teraz ukazali się panowie. Mason, podpierany z obu stron przez pana Rochestera i chirurga, szedł stosunkowo swobodnie. Pomogli mu wsiąść do powozu, Carter poszedł w jego ślady.
— Polecam go twojej opiece — powiedział pan Rochester do doktora. — Nie wypuść go z twego domu, dopóki zupełnie nie wydobrzeje. Przyjadę za dzień albo dwa przekonać się, jak on się miewa. Richardzie, jakże się czujesz?