— I pobladłaś od tego. Czy bałaś się, gdym cię zostawił samą z Masonem?

— Bałam się, żeby ktoś nie wyszedł z tamtego pokoju w głębi.

— Ależ ja zamknąłem drzwi, a klucz miałem w kieszeni. Byłbym bardzo niedbałym pasterzem, gdybym był zostawił owieczkę, moją najmilszą owieczkę, niestrzeżoną, tak blisko jaskini wilka. Byłaś zupełnie bezpieczna.

— Czy Grace Poole będzie tu dalej mieszkała, panie?

— O, tak! Nie zaprzątaj sobie nią głowy, wygnaj tę sprawę z myśli.

— Jednakże zdaje mi się, że życiu pańskiemu grozi niebezpieczeństwo, dopóki ona tu pozostaje.

— Nie bój się, będę się strzegł.

— Czy niebezpieczeństwo, którego się pan wczoraj lękał, minęło?

— Nie mógłbym za to ręczyć, dopóki Mason nie opuści Anglii, a i wtedy nawet nie. Żyć oznacza dla mnie, panno Jane, stanie na skorupie krateru, która może pęknąć i w każdej chwili wybuchnąć ogniem.

— Jednakże pan Mason wydaje się człowiekiem, którego łatwo prowadzić. Wyraźnie ma pan wielki wpływ na niego, on nigdy się panu nie sprzeciwi ani rozmyślnie nie skrzywdzi pana.