W każdej z sióstr odnalazłam po jednym rysie matki, ale tylko po jednym. Chuda i blada starsza córka miała twarde, piwne oczy pani Reed, kwitnąca i rozkoszna młodsza — jej zarys szczęki i brody, może nieco złagodzony, ale nadający jakąś trudną do opisania twardość twarzy, skądinąd tak zmysłowej i pełnej. Obydwie, gdy się przybliżyłam, powstały, żeby mnie przywitać. Obydwie, zwracając się do mnie, tytułowały mnie „panną Eyre”. Eliza powitanie swoje wygłosiła krótkim, urywanym tonem, bez uśmiechu, po czym z powrotem usiadła, wpatrzyła się w ogień i zdawało się, że zapomniała o mnie. Georgiana do swojego „Jak się pani miewa?” dodała kilka zdawkowych frazesów o mojej podróży, o pogodzie itp., wypowiedzianych nieco przymusowo, przy czym spod oka rzucała moc spojrzeń. Mierzyła mnie od stóp do głów, przenikając fałdy mego brązowego płaszcza i zatrzymując wzrok na skromnym przybraniu mego kapelusza. Młode panny potrafią niesłychanie umiejętnie dać komuś do poznania, że uważają go za „byle kogo”, nie wymawiając tego wcale słowami. Pewnym lekceważeniem w spojrzeniu, chłodem obejścia, tonem od niechcenia wyrażają doskonale, co czują, nie popełniając wyraźnej niegrzeczności ani słowem, ani czynem.

Jednak wzgardliwy uśmieszek, skryty czy otwarty, nie miał już teraz nade mną tej władzy co niegdyś. Siedząc z kuzynkami, dziwiłam się sama, że tak swobodnie się czuję wobec zupełnego ignorowania mnie przez jedną i na pół sarkastycznej grzeczności drugiej. Eliza nie sprawiała mi przykrości, Georgiana mnie nie wzruszała. Bo też miałam o czym myśleć. W ubiegłych paru miesiącach obudziły się we mnie uczucia tak potężne, że one równie silnych nie mogły we mnie wywołać. Cierpienia i radości były o wiele żywsze i pełniejsze niż wszystko, czym oddziaływać na mnie było w ich mocy, więc miny ich i tony pozostawiały mnie zupełnie obojętną.

— Jak się miewa pani Reed? — zapytałam, patrząc spokojnie na Georgianę, która uważała za właściwe żachnąć się z lekka na to pytanie, zadane wprost, jakby to było niespodziewanym zbytkiem poufałości z mej strony.

— Pani Reed? Ach, to znaczy mama. Czuje się nadzwyczaj marnie, wątpię, czy pani będzie mogła zobaczyć ją dziś wieczorem.

— Gdyby pani zechciała — rzekłam — przejść na górę i powiedzieć matce, że przyjechałam, byłabym pani bardzo wdzięczna.

Georgiana niemal podskoczyła i wytrzeszczyła na mnie szeroko niebieskie oczy.

— Wiem, że specjalnie życzyła sobie widzieć się ze mną — dodałam — a ja nie chciałabym ociągać się dłużej, niż koniecznie potrzeba, z wypełnieniem jej życzenia.

— Mama nie lubi, żeby jej przeszkadzano wieczorem — zauważyła Eliza.

Na to ja wstałam, chociaż nieproszona, spokojnie zdjęłam kapelusz i rękawiczki i powiedziałam, że pójdę odszukać Bessie, która zapewne będzie w kuchni, i poproszę ją, żeby się dowiedziała, czy pani Reed zechce mnie przyjąć dziś wieczorem czy nie. Poszłam i odnalazłszy Bessie, wysłałam ją z tym zleceniem. Następnie przedsięwzięłam dalsze kroki. Dotychczas było moim zwyczajem unikać w postępowaniu wszelkiego zuchwalstwa. Rok temu, gdybym była doznała takiego przyjęcia, postanowiłabym zaraz nazajutrz rano opuścić Gateshead. Teraz zrozumiałam, że czyniąc to, postąpiłabym niedorzecznie. Odbyłam tak daleką podróż, ażeby odwiedzić ciotkę, muszę więc pozostać u niej, dopóki nie doczekam albo poprawy jej zdrowia, albo śmierci. Z pychą czy głupotą jej córek nie mogę się liczyć, muszę się od nich uniezależnić. Toteż zwróciłam się do gospodyni — poprosiłam ją, żeby mi wskazała pokój, powiedziałam jej, że prawdopodobnie zabawię tu z tydzień albo dwa, i prosiłam, żeby kuferek mój zaniesiono do mego pokoju, dokąd też sama się udałam. Na schodach spotkałam się z Bessie.

— Pani nie śpi — rzekła. — Powiedziałam jej, że pani tu jest. Pójdźmy i przekonajmy się, czy pozna panią.