— Chcę tylko mieć poczucie swobody, proszę pana. Nie chcę, by mnie przygniatały mnogie zobowiązania. Czy pan pamięta, co mi pan mówił o Celine Varens? O tych brylantach, kaszmirach, które jej pan dawał? Ja nie chcę być pańską angielską Celine Varens. Będę w dalszym ciągu nauczycielką Adeli, tym sposobem zarobię na swoje utrzymanie i mieszkanie, i na trzydzieści funtów rocznie prócz tego. Z tego będę sobie sprawiała ubranie, a pan mi nic nie będzie dawał, oprócz...
— No dobrze, oprócz czego?
— Oprócz uczucia. A jeżeli ja panu swoje dam w zamian, to dług będzie wyrównany.
— Przyznam się, że jeśli chodzi o chłodną arogancję i wrodzoną pychę, nic równego nie widziałem — odpowiedział. Dojeżdżaliśmy teraz do Thornfield. — Czy miałabyś ochotę zjeść dziś ze mną obiad? — zapytał, gdy przejeżdżaliśmy bramy.
— Nie, dziękuję panu.
— A dlaczego: „Nie, dziękuję panu”, jeśli wolno zapytać?
— Nigdy z panem nie jadałam i nie widzę powodu, dlaczego bym miała teraz, dopóki...
— Dopóki co? Lubi panna Jane niedokończone zdania.
— Dopóki nie będę mogła inaczej.
— Czy przypuszcza pani, że jadam jak smok albo jak dziki człowiek, że lęka się być moją towarzyszką przy stole?