Ręce pani Reed wciąż jeszcze bezczynnie leżały na robótce, a jej lodowate oczy mroźnie utkwiły wzrok w moich.
— Co więcej masz mi do powiedzenia? — zapytała tonem takim raczej, jakim ktoś mógłby przemawiać do dorosłego przeciwnika, niż jakim się zwykło zwracać do dziecka.
Te jej oczy, ten głos, obudziły całą antypatię, jaką ku niej czułam. Trzęsąc się od stóp do głów, drżąca przemożnym wzburzeniem, mówiłam dalej:
— Cieszę się, że pani nie jest żadną moją krewną. Dopóki żyję, już pani nigdy nie nazwę „wujenką”. Nigdy pani nie odwiedzę, gdy dorosnę. A gdy mnie kto zapyta, czy panią lubię i czy pani była dla mnie dobra, powiem, że sama myśl o pani jest dla mnie jak choroba i że obchodziła się pani ze mną nielitościwie i okrutnie.
— Jak śmiesz tak twierdzić, Jane?
— Jak ja śmiem? Jak ja śmiem? Ponieważ to jest prawda. Pani myśli, że ja nie mam uczuć i że mogę się obywać bez odrobiny miłości albo dobroci. Ale ja tak żyć nie mogę, a pani nie ma litości. Będę pamiętała, jak mnie pani odepchnęła szorstko i gwałtownie, odepchnęła z powrotem do czerwonego pokoju i zamknęła tam. Będę o tym pamiętała do końca życia. Chociaż byłam w takim strachu, chociaż wołałam, dusząc się od męki: „Miej litość! Miej litość, wujenko!”. A tę karę kazała mi pani znosić, ponieważ jej niegodziwy syn zbił mnie, uderzył mnie za nic tak mocno, że upadłam. Opowiem każdemu, kto mnie będzie pytał, opowiem to dokładnie. Ludzie myślą, że pani jest dobrą kobietą, ale pani jest zła, twarde ma pani serce. To pani jest obłudna!
Zanim dokończyłam tę przemowę, poczułam, że dusza we mnie zaczyna rosnąć, radować się najdziwniejszym poczuciem wolności i nieznanego dotąd triumfu. Wydawało mi się, jak gdyby jakieś niewidzialne więzy pękały, a ja walcząc, niespodziewanie wydostaję się na swobodę. I nie bez powodu odnosiłam to wrażenie: pani Reed zdawała się być wystraszona. Robótka zsunęła jej się z kolan, podniosła ręce, kołysząc się tam i z powrotem i nawet wykrzywiając twarz, jak gdyby się jej na płacz zbierało.
— Jane, ty się mylisz! Co się z tobą dzieje? Czemu tak drżysz gwałtownie? Nie chciałabyś napić się trochę wody?
— Nie, dziękuję pani.
— Może czegoś innego chciałabyś, Jane? Zapewniam cię, że ci dobrze życzę.