— Tak jest.
— Czy pleban w domu?
— Nie ma go.
— Czy wróci prędko?
— Nie, wyjechał z domu.
— Czy daleko?
— Nie bardzo, może będą ze trzy mile stąd. Wezwano go, bo ojciec jego umarł nagle. Jest obecnie w Marsh End i prawdopodobnie zostanie tam jeszcze ze dwa tygodnie.
— Czy jest jakaś pani w domu?
— Nie, ja tylko jestem. A ja jestem gospodyni.
Jeszcze raz zdjęłam z szyi chusteczkę, jeszcze raz pomyślałam o bocheneczkach chleba w sklepiku... Powróciłam do wioski, odnalazłam sklepik i weszłam, a chociaż i inni byli tam obecni, odważyłam się zapytać: