— Czy zechce mi pani dać bocheneczek chleba za tę chusteczkę?
Spojrzała na mnie z wyraźną podejrzliwością.
— Nie, ja nigdy nie sprzedaję towarów w ten sposób.
Już prawie zrozpaczona poprosiłam o chociaż pół bocheneczka, odmówiła znowu:
— Jakże ja mogę wiedzieć, skąd pani wzięła tę chusteczkę? — rzekła.
— A przyjęłaby pani moje rękawiczki?
— Nie! Co mi po nich?
Pod wieczór przechodziłam obok domu farmera. Przed otwartymi drzwiami siedział gospodarz i spożywał kolację złożoną z chleba i sera. Przystanęłam i powiedziałam:
— Czy nie dałby mi pan kawałka chleba? Jestem bardzo głodna.
Spojrzał na mnie zdziwiony, ale nie odpowiadając, odkrajał grubą kromkę z bochenka i podał mi ją. Przypuszczam, że nie wziął mnie za żebraczkę, tylko za jakąś ekscentryczną osobę, której się uśmiechnął czarny jego chleb. Oddaliwszy się tak, żeby mnie nie mógł widzieć, usiadłam i zjadłam jego dar.