Druga panienka, która podniosła głowę, by słuchać, powtórzyła, patrząc w ogień, jeden wiersz z książki:
— „Ich wäge die Gedanken in der Schale meines Zornes! Und die Werke mit dem Gewicht meines Grimms”243. Wspaniałe! Ten jeden wiersz wart jest stu stronic nadętej frazeologii.
Obydwie znowu zamilkły.
— Czy jest gdzieś taki kraj, gdzie gadają w ten sposób? — zapytała stara kobieta, podnosząc oczy znad swojej pończochy.
— Jest taki, Hannah, o wiele większy niż Anglia, gdzie tylko tak mówią.
— Doprawdy, ja nie wiem, jak oni tam jedni drugich mogą zrozumieć. A gdyby która z was tam pojechała, z pewnością rozumiałaby, co oni mówią?
— Zapewne rozumiałybyśmy trochę, ale nie wszystko, gdyż nie jesteśmy tak uczone, jak wy myślicie, Hannah. Nie umiemy mówić po niemiecku i nie umiemy czytać bez pomocy słownika.
— I na co wam się to przyda?
— Chcemy uczyć kiedyś tego języka, a przynajmniej jego początków, wtedy zapłacą nam lepiej niż teraz.
— Z pewnością. Ale już dajcie spokój nauce, dosyć zrobiłyście jak na dziś wieczór.