— Dam kawałek chleba — powiedziała po chwili — ale nie możemy przyjmować włóczęgów na nocleg.

— Proszę mi pozwolić pomówić z paniami!

— Nie, ani myślę. A cóż one dla was mogą zrobić? Nie powinniście się włóczyć o tej godzinie. To wygląda bardzo podejrzanie.

— Lecz dokąd ja pójdę, gdy mnie odpędzicie? Co zrobię ze sobą?

— O, głowę daję, że dobrze wiecie, dokąd pójść i co zrobić ze sobą. Bylebyście tylko nic złego nie robili, w tym rzecz. Tu macie pensa, a teraz idźcie sobie.

— Pens mnie nie nakarmi, a ja nie mam siły iść dalej. Nie zamykajcie drzwi, proszę was... O, nie zamykajcie, na miłość boską!

— Muszę, deszcz zacina do sieni...

— Powiedzcie waszym paniom. Pozwólcie mi się z nimi zobaczyć!

— Ani myślę. Nie jesteście tym, czym powinniście być, inaczej tak byście nie krzyczeli. Ruszajcie stąd!

— Ależ ja umrę, jeżeli mnie wypędzicie.