— Ona jest chora czy tylko zagłodzona?

— Zdaje mi się, że tylko zagłodzona. Hannah, czy to mleko? Podajcie mi je. I kawałek chleba.

Diana — poznałam ją po długich kędziorach, opadających na plecy, gdy się nade mną schyliła — ułamała kawałek chleba, umaczała w mleku i podała mi do ust. Twarz jej była blisko mojej, czytałam na niej litość, a w jej przyśpieszonym oddechu współczucie. Ta sama słodka litość brzmiała w jej prostych słowach, gdy powiedziała:

— Niech pani spróbuje to zjeść!

— Tak... Niech pani spróbuje — powtórzyła za nią Mary łagodnie, a ręka jej odsunęła mój przemoczony kapelusz i podtrzymała mi głowę.

Skosztowałam tego, co mi podawały. Zrazu słabo, ale po chwili z chciwością jadłam.

— Nie za dużo na początek... Nie pozwólcie — rzekł brat. — Chwilowo będzie miała dosyć.

I usunął kubek z mlekiem i talerz z chlebem.

— Jeszcze trochę, Saint-John... Patrz, jaki wyraz chciwości mają jej oczy.

— Dosyć tymczasem, siostro. Przekonaj się, czy może mówić teraz. Zapytaj ją, jak się nazywa.