— Podobny? Do kogo podobny? Nie przypatrzyłem się dokładnie.
— Owszem, przypatrzył się pan.
Drgnął, gdy mu tak nagle i śmiało zaprzeczyłam, spojrzał ma mnie zdziwiony.
„O, to jeszcze nic — pomyślałam. — Nie dam się zbić z tropu odrobiną twojej sztywności, gotowa jestem pójść dużo dalej”.
— Przypatrzył się pan dobrze i dokładnie — ciągnęłam — ale nie mam nic przeciw temu, żeby pan się jeszcze raz przypatrzył.
Tu wstałam i wsunęłam mu portrecik do ręki.
— Bardzo dobrze wykonany obrazek — rzekł — bardzo łagodne, jasne tony, bardzo wdzięczny i czysty rysunek.
— Tak, tak, ja to wiem. Ale co mi pan powie o podobieństwie? Kogo to ma przedstawiać?
Opanowując pewne wahanie, odpowiedział:
— Pannę Oliver, zdaje mi się.