— Muszę się dowiedzieć, co się z nim stało.
— Pozostaje mi więc tylko pamiętać o tobie w moich modlitwach i jak najusilniej błagać Boga za tobą, byś się istotnie nie stała jedną z odrzuconych. Zdawało mi się, że rozpoznałem w tobie jedną z wybranych. Ale Bóg widzi inaczej, a człowiek inaczej. Jego wola niech się stanie.
Otworzył furtkę i ruszył w stronę wąwozu. Niebawem zniknął mi z oczu.
Po powrocie do bawialni zastałam Dianę, stojącą przy oknie i bardzo zamyśloną. Była o wiele wyższa ode mnie, oparła mi rękę na ramieniu i nachyliwszy się, popatrzyła mi w twarz.
— Jane — powiedziała — wciąż ostatnio bywasz wzburzona i blada. Jestem pewna, że coś w tym jest. Powiedz mi, co tam knujecie z Saint-Johnem? Przyglądałam wam się teraz przez pół godziny. Przebacz mi, że byłam takim szpiegiem, ale już od dawna wyobrażam sobie Bóg wie co. Saint-John to dziwny człowiek...
Przerwała, ja milczałam, niebawem zaczęła mówić dalej:
— Ten mój brat, jestem pewna, musi mieć jakieś szczególne zamiary względem ciebie. Od dawna wyróżnia cię, zwraca na ciebie uwagę i interesuje się tobą jak dotąd jeszcze nikim. W jakim celu? Chciałabym, żeby cię kochał. Czy on ciebie kocha, Jane?
Przyłożyłam chłodną jej dłoń do mego rozpalonego czoła.
— Nie, Diano, ani odrobinę.
— Więc dlaczego tak wodzi za tobą oczami i tak często zostaje sam na sam z tobą, i tak cię ciągle trzyma przy swoim boku? Mary i ja obie wywnioskowałyśmy, że pragnąłby, ażebyś ty za niego wyszła.