— A gdzież jest to, co mówi? Czy to tylko sam głos? Ach, ja widzieć nie mogę, ale muszę dotknąć, inaczej serce we mnie bić przestanie i krew mózg zaleje. Czymkolwiek, kimkolwiek jesteś, daj mi się dotknąć, bo skonam!
Szukał wyciągniętą ręką. Ujęłam tę błąkającą się rękę i uwięziłam ją w obu moich dłoniach.
— Jej własne paluszki! — zawołał — jej drobne, delikatne paluszki! A skoro tak, to musi być i ona sama!
Muskularna dłoń wyrwała się spod mojej straży. Chwycił ramię moje, moją szyję, objął mnie wpół, oplótł ramionami i przytulił mnie do siebie.
— Czy to Jane? Co to jest? To jej kształt, to jej wzrost...
— A to jej głos — dodałam. — Jestem tutaj cała. I serce moje jest tutaj. Niechaj Bóg pana błogosławi! Jestem szczęśliwa, że jestem znowu przy panu.
— Jane Eyre! Jane Eyre! — powiedział tylko.
— Panie mój drogi — odpowiedziałam — ja jestem Jane Eyre. Odnalazłam pana, wróciłam do pana.
— Czy doprawdy? Czy w żywym ciele? Moja żyjąca Jane?
— Pan mnie dotyka, pan mnie trzyma... I dosyć mocno przecież. Nie jestem zimna jak trup ani bezcielesna jak powietrze, nieprawdaż?