Pobyt ten przyniósł jej bardzo wiele. Pierwszy raz żyjąc dłużej w otoczeniu odmiennym niż dotychczasowe, uzyskała możliwość porównania, której jej dotąd brakowało. Silniej jednak jeszcze wpłynęła na nią znajomość z panem Hégerem, jej nauczycielem języka francuskiego, człowiekiem bardzo wykształconym, dobrym pedagogiem i literatem, o żywym umyśle galijskim, który pojął od razu wysoką intelektualną wartość swej dziwnej uczennicy. Emanuel Paul z Villette316 jest podobno jego doskonałym portretem, jak z kolei niezbyt pochlebnym portretem pani Héger jest Madame Beck, właścicielka pensjonatu z tejże powieści. Na ujemny jej wizerunek wpłynęła niechęć Charlotte do katolicyzmu, który wydawał się jej kierowany wyłącznie przez jezuitów317, niecieszących się uznaniem w ówczesnej Anglii. Trzeba sobie przypomnieć, że lata pracy twórczej Charlotte Brontë to okres sporu między odradzającym się w Anglii katolicyzmem a zamierającym powoli anglikanizmem. Są to lata ruchu oksfordzkiego318, licznego przechodzenia na katolicyzm za przykładem późniejszego kardynała Newmana319, byłego kapłana anglikańskiego. Polemika na tym tle doprowadziła do ostrych starć (występy Kingsleya przeciw Newmanowi) i stosunek Charlotte do katolicyzmu jest całkowicie wytłumaczalny nastrojem tego okresu. Nie wpłynął zaś na ujemny rysunek pani Héger na pewno stosunek osobisty, z początku dobry, potem chłodny, ani uczucie niechęci związane z tym, że była ona żoną nauczyciela Charlotte. Bo jednak — choć tylko nieśmiało możemy to przypuszczać — w sercu Charlotte obudziło się uczucie do pana Hégera. Niewypowiedziane nigdy wprost, przebija ono w wyrazie uległości, dziwnej u tak samodzielnej istoty, jaką była Charlotte Brontë, w tonie jej kilku listów, pisanych do pana Hégera po powrocie do Anglii. Uczucie to pozwoliło jej przeżyć jedno z najpotężniejszych wrażeń: cierpienie miłości, której nie wolno się spełnić. Tragedia Jane i Rochestera tutaj ma prawdopodobnie swe źródło.
Bruksela dopełniła wykształcenia Charlotte jako nauczycielki, kobiety i powieściopisarki. Z tych trzech stron życia tylko ostatnia miała wkrótce osiągnąć swoje wyżyny. Ale jeszcze kilka lat ciężkiej wędrówki do szczytu czekało prawie trzydziestoletnią już kobietę. Pięknie wydrukowany prospekt nowej szkoły pozostał jedynie dokumentem, nie przyciągnął ani jednej uczennicy. Męczące bezrobocie wypełnione jest przy tym bolesnym widokiem upadku moralnego ukochanego brata. Zawody życiowe, niepohamowany temperament, zdolności wielkie, ale nieumiejętnie kierowane i nieujęte, sprowadziły Branwella z drogi pracy. Po kilku posadach coraz to gorszych wraca on do domu, obciążony delirium tremens320. Niezawodnie znajomość brutalnej strony życia, taka, jaką widzimy u Rochestera, jest skutkiem obcowania Charlotte z tym tak gorąco kochanym, nieszczęśliwym bratem, ofiarą zdolności, nieopanowania i warunków życiowych.
Trzy siostry są znowu razem i razem wstępują na scenę poezji pod pseudonimami Currer, Ellis i Acton Bell (zachowując je i w późniejszej twórczości) jako autorzy zbiorowego tomiku poezji, wydanego w roku 1846. Krytyka przyjęła tomik przyjaźnie, publiczność nie czytała go wcale. Przedsięwzięcie zamiast spodziewanego dochodu materialnego przyniosło tylko straty, tak iż trzy młode poetki, mające już w biurkach powieści gotowe do druku, były zmuszone szukać na nie mecenasów. Sprawa była niełatwa. Wreszcie Wichrowe wzgórza autorstwa Emily i Agnes Grey Anne znalazły finansowanie na bardzo złych warunkach. Professor Charlotte wędrował dalej od jednej firmy do drugiej. Aż zupełnie niespodziewanie z nowego wtedy wydawnictwa Smith i Elder321 przyszła pełna nadziei odpowiedź: przesłany rękopis jest za krótki na gust publiczności, jeśli jednak „autor” ma powieść trzytomową, to firma podejmie się publikacji. W ciągu kilku tygodni znalazł się rękopis Dziwnych losów Jane Eyre, gotowy już w chwili owej odpowiedzi prawie zupełnie, w kancelarii firmy Smith i Elder. Przez kolejne trzy wieczory przeczytali go, pochłonięci impetem nowego talentu, kierownik literacki firmy, kierownik handlowy, pan Taylor (który potem oświadczył się o rękę Charlotte, ale podobnie jak dwaj poprzednicy nie zyskał jej uczucia) i wreszcie sam właściciel, pan George Smith, który nie dowierzał entuzjastycznym pochwałom swych pomocników. Powieść została zakupiona i wydana w ciągu sześciu tygodni, a w ciągu następnych sześciu wyprzedana całkowicie w pierwszym nakładzie (1847).
Krytyka, uznająca wielki talent „autora”, czyniła jednak zastrzeżenia co do moralności treści. To stanowisko krytyczne jeszcze się zaostrzyło, gdy zaczęto dowiadywać się, iż powieść wyszła spod pióra kobiety. Uważano, że Rochester, bigamista w intencji, nie został dostatecznie ukarany, nie traci bowiem kobiety, którą kochał, lecz przypadkowo nabawia się kalectwa. Ale właśnie ten zarzut potwierdza tragiczność pomysłu powieściopisarki. Nie istnieje możliwość wydania bezspornego sądu, czy jest czy nie ma winy w tej sprawie. Jest to konflikt uczucia, mocniejszego niż śmierć, z układem stosunków społecznych, na ogół słusznym, ale w tym indywidualnym wypadku niezasadnym. Jest to walka namiętności głębokiej, obejmującej całego człowieka z ciałem i duszą, z przeszkodą tylko formalnie istotną, a jednak niedającą się usunąć. Wina Rochestera zostaje pomniejszona do możliwie małych rozmiarów, jeżeli w ogóle istnieje. Miłość do Jane odkupuje jego złe życie, któremu on tylko pośrednio był winien, a jego próbę ratowania żony trzeba przypisać wpływowi uczucia do małej nauczycielki. Rysunek Rochestera i Jane, jakkolwiek mógłby być z punktu widzenia moralności społecznej traktowany, pokazuje nam głębokie wniknięcie w pasję ludzkiego serca, w namiętność mężczyzny i kobiety. Jest to owo zrozumienie pierwotności instynktów (cechujące przede wszystkim Wichrowe wzgórza), wyniesione przez siostry pisarki z zasłuchania się w szum wiatru górskiego, z obcowania z surową naturą rodzimych pagórków, z sieroctwa, w którym dorastały, z samotności i samorodności geniuszu. Stąd płynęła owa śmiałość w wypowiadaniu się, śmiałość, która tak przerażała, a zarazem zachwycała pierwszych czytelników ich powieści. Z obcowania z pierwotną naturą wynika też główny wątek w zakończeniu historii Jane — motyw telepatii. W literaturze światowej jest to jeden z nielicznych przykładów użycia tego motywu w powieści w sposób przekonywujący.
Drobne niezręczności w konstrukcji powieści zasłaniała krytyce współczesnej, jak i zasłania dzisiejszemu czytelnikowi, prawda przeżycia, zawarta w poszczególnych epizodach powieści, których wewnętrzna budowa jest arcydziełem. Powodzenie było zasłużone i przyniosło autorce cały szereg najlepszych i najmilszych przyjaźni literackich, jak wielkiego powieściopisarza Thackeraya322, Elizabeth Gaskell, historyka filozofii G. H. Lewesa323 i innych. Powodzenie to pozwoliło jej też pracować spokojnie nad następną powieścią i przetrwać, stworzywszy dla Charlotte cel istnienia, straszne lata 1848–1849, znaczone kolejnymi zgonami trojga rodzeństwa, zakończone jej zupełnym osamotnieniem przy boku starego ojca. Ślady cierpienia i smutku widnieją bardzo wyraźnie w powieści, której bohaterka, Shirley, jest wyidealizowanym portretem Emily. Po tej publikacji przyszły lata względnie szczęśliwe, a przynajmniej spokojne. Odwiedziny w Londynie, Manchesterze324 i u znajomych przerywają od czasu do czasu samotne życie w Haworth, które zaczyna nieco dokuczać pisarce. Powoli powstaje trzecia powieść, Villette. W niej Charlotte osądziła samą siebie dość surowo, dając w ten sposób zadośćuczynienie za wyidealizowanie autoportretu w Dziwnych losach Jane Eyre. Sposobem stosowanym dość często w autobiograficznych utworach autorka „rozdwoiła” siebie, przeciwstawiając swej prawdziwej istocie tę wymarzoną. Mała Polly Home, która na naszych oczach wyrasta z poważnego dziecka na panienkę, umiejącą godzić powagę życia z głębią uczucia, jest jej ideałem, ale tego ideału nie spełnia Lucy Snowe, szukająca niespokojnie ostoi życia, w której rysunku autorka zawarła samokrytykę. Zakończenie powieści jest, wbrew zasadzie obowiązującej wtedy angielską twórczość, smutne. Emanuel Paul ma powrócić po kilkuletnim pobycie z kolonii do kraju, aby się ożenić z czekającą na niego Lucy, ale ginie w katastrofie okrętu. Charlotte Brontë nie umiała rozminąć się z prawdą życia i swój stosunek uczuciowy do pana Hégera zakończyła akordem smutnej rezygnacji na ostatniej stronie Villette.
Powieść ta przyniosła jej zupełne wyzwolenie od uczucia, jeżeli ono jeszcze istniało w czasie tworzenia tekstu, i kiedy po dłużej trwającym staraniu się o jej rękę ze strony wikarego z Haworth, Arthura Bella Nichollsa325, i po pokonaniu oporu ojca, zawarła ślub w czerwcu 1854, poczuła się po raz pierwszy w życiu szczęśliwa. Ale szczęście nie trwało długo. Po krótkiej chorobie, w następstwie kilkutygodniowego osłabienia, zasnęła spokojnie w dniu 31 marca 1855 r. Widocznie spełniła już swoje zadanie wypowiedzenia bólu, zmagania się samodzielnej, pełnej pasji, kobiecej duszy z otaczającym światem. Wielki pisarz, znawca życia moralnego i społecznego i oddany przyjaciel Charlotte — Thackeray — podziwia we wspomnieniu pośmiertnym o niej „jej płomienną miłość prawdy, odwagę, prostotę, oburzenie na krzywdy, żywe współczucie, spokojną a głęboką miłość i poszanowanie, pełen pasji, jeżeli się można tak wyrazić, honor kobiety”. Kto to zawarł w swoim dziele — a Charlotte Brontë to uczyniła — ten wypełnił dobrze i całkowicie zadanie wielkiego artysty.
Andrzej Tretiak326
Przypisy:
1. bona (daw.) — opiekunka do dzieci w zamożnych rodzinach. [przypis edytorski]
2. morowy — wykonany z mory, jedwabnej tkaniny o mieniącym się deseniu. [przypis edytorski]