Ani przed sobą kłamstwa rzucać cień,
By skryć, jak czego nie można odrzucić,
By uczcić, czego wyciąć trudno w pień.
Więc to mi smutno — aż do kości smutno,
I to — że nie wiem, czy ten ludzi stek
Ma już tak zostać komedią-okrutną,
I spać, i nucić, śpiąc: „To — taki wiek!”
Więc to mi smutno i tak coraz gorzej,
Aż od-człowiecza się i pierś, i byt,
I nie wiem, czy już w akord się ułoży,