...À propos lenistwa — niemniej à propos praktyczności... Panie Rogerze!... Oto siedzisz... słuchasz burzy, co huczy nad wieżami Werony, i poetyzujesz... O, człowieku...
Biada mi, biada! Nędzny jestem, słowa sobie lichego dotrzymać nie potrafię. Teraz, opuszczając ziemię tę ułudną, cichą, laurami przetykaną... cmentarz ten ludów i olbrzymów... tu, na progu Italii, kiedy przerzucić się zamyślam przez szczyt Alp — tam, na powrót... należałoby, dawszy sobie słowo...
powoli i solennie
...że się będzie praktycznym już człowiekiem... Należałoby, mówię, uderzyć się w piersi i pojrzeć12 raz jeszcze, raz ostatni, na tę całą przestrzeń idealną...
po chwili
Piękna, piękna kraina marzeń, błędów — błędów, marzeń rozciągnionych13 przede mną jak doliny i wzgórza, i jeziora zorzę odbijające...
Otóż ja tobie, tobie, przeszłości idealna, tobie, piękna kraino, powiadam: Koniec tobie...
z uśmiechem
Hannibal14 tak — kiedy na szczycie Alp, przyłbicę odsłoniwszy, poglądał15 na Italię i mówił w sobie: «Grób ci niosę...» Hannibal tak...
...Nie tak!... Hannibal nie był dzieckiem...