Przekreśliwszy firmament, rozdeszcza pioruny.

Rolnik pług załamuje w skibę rozżarzoną,

Jak krzyż w zachodu blaskach. Król chwiejną koroną

Maca po drżącej ziemi, gdzie państwa granice,

Zgładzone burzą w karty piasku bladolice,

A poświst wichru równa ludzkość cichym pyłem...

Mówią, że to jest wielkie! — Ufam!... Ja tam byłem!...

Wszelako, acz jest piękne wulkanu natchnienie

I, trzęsąc harfą nerwów, ma coś, jak sumienie

Doniosłego — być może, że i Nilu łono