Szerokiego, co z swoją palm rzadkich koroną

Na równem czole, w płaszczu safirowym wody

Wraca rocznie, pamiętny, by ukrócić głody

I rozwiniętą szaty lazurowej połą

Otula pierś narodu, jak matka pierś gołą

Niemowlęcia, by wstał jej syn zdrowy i syty

Pojrzeć na dobroć Boga, na zbóż aksamity:

Myślę, że i ten cichy co rok widok łanu

Majestatycznym bywa niemniej od wulkanu.

Bawi mię, gdy dziennikarz albo publicysta