A to zaledwo pierwsze wyzwolały brzmienia;

Lud, nawykły się karmić zewnętrzną kabałą,

Chce egipskiego cielca — rzeszy grube ciało

Tłoczy wewnętrzne słowo i znów zamieszanie.

Cóż dopiero... gdy szerzej obejrzysz się na nie!

Tam, na krańcach obszaru błogosławionego

Prometej ogień poniósł — dla kogo? Dla czego?

Co dnia bok mu rozdarli, a skoro mistrz słowa

Taki, jak Orfej... serce takie... taka głowa

I taka pieśń powstanie, to w jednej wieczerzy