Zewnętrzne bałwochwalstwo znów uciska ducha,
W powietrzu dźwięk daleki jak kajdan łańcucha,
I świst bicza powózek assyrskiej szarańczy51.
Kto słyszy — drży, kto nie śmie słyszeć — gra i tańczy.
Cóż stało się z świętemi wnętrznościami słowa?
Gdzie ład nastroju pierzchnął? — Gdzie słowa budowa?
Gdzie mąż, niewiasta, kapłan? — Gdzie chóry i czeladź?
Źródło — zdroje i puhar — i wiedza, jak przelać?
Sen i jaw, myśl i forma, wygłos i milczenie,
Świętym targnione gwałtem, nurtują sumienie.