Zimna, jak pian powierzchnia, nim bałwany wstaną?
Podejrzliwość czemże jest? Milczącą szykaną.
Nie! Znam ja coś gorszego nad uśmiechy krzywe,
Nad cynizm, nad ironię: znam serio fałszywe!
I gdy byłem w Neptuno89, gdzie łaźnie Nerona
Wypłukuje z wiszarów90 fala zapieniona,
Bijąc w takt nieustannie i z wielkim spokojem
Obłamuje mozaiki i ciska jak swojem
Różnobarwnemi głazy i ciągle je ślini
Pianą, i zaokrągla, i równemi czyni,