I jak kulami rzuca ten tyle potężny
Żywioł, jak malec jaki lub kto niedołężny.
A pomyśliłem wtedy, że fałszywe serio
Buchem tych fal, że kolor morza jest liberią,
I że to społeczeństwo jakieś niewolnicze
Bawi się tu, więc czyni, co się jego tycze...
I odszedłem od brzegu morskiego...
Nie chciałem
Ironii, ale ona szła, jak cień za ciałem,
I tarzała się w piasku, gdzie stąpiłem nogą,