Zaś Chińczyk Chany nieustannie podnosił i opuszczał głowę w dół, na znak potwierdzenia.

Widocznie pan Podleski otrzymał tego drugiego Chińczyka od swego stałego dostawcy herbaty i nie wiedział, co z nim zrobić, dopóki nie wydarzyła się tak pomyślna okazja lokaty.

Ku naszemu zdziwieniu, Chana przyjęła z radością dar pana Podleskiego:

— Postawię go na komodzie i będzie upiększał całe mieszkanie. A przy tym będzie nam wesoło z tym Chińczykiem.

— Dlaczego wam będzie z nim wesoło? — zapytała drwiąco Chaja Rybiarka, która właśnie przyniosła na wesele trzy ogromne karpie.

— Że też Chai trzeba wszystko łopatą do głowy włożyć — odpowiedziała Chana. — Czy to nie jest przyjemnie mieć w mieszkaniu kogoś, który ciągle kiwa głową, że „tak”, że wszystko jest w porządku?

— Ta Chana robi się taka głupia, jak jej narzeczony Kiwa Guzikarz — zdecydowała Chaja, kładąc na stole swoje ryby.

Zebrała się już rodzina i goście zaproszeni na wesele Chany, a narzeczonego jak nie widać, tak nie widać. Już zaczęto się niepokoić, że nagle zachorował, aż tu przyleciał Szmulek, syn Chai Rybiarki, z dziwną wiadomością.

Opowiedział, że Kiwa Guzikarz siedzi w restauracji Cementa razem z tymi pijakami — Joślem, bratem niedźwiedzia, i Nuchimem od rzeźnika.

Piją jeden kieliszek po drugim, duża butla jest już prawie opróżniona, a oni nie myślą się ruszać i kazali sobie podać drugą.