Ale los okazał się dla niej jakoś łaskawszy niżeli dla innych ofiar Ajzyka Pijawki.
Na tydzień przed operacją i przed ową pożyczką napisała do starszego brata, który w młodości wyemigrował do Londynu i miał na Whitechapel sklepik spożywczy z koszernymi wiktuałami. Pisała, że potrzeba jej 360 rubli, a skąd weźmie taki majątek nieszczęśliwa wdowa obarczona trojgiem niedorosłych dzieci.
Pisała bez wielkiej nadziei, bo brat długie lata jej już nie widział, a przy tym wiedziała, że on sam nie jest Rotszyldem45, a średnio zamożnym sklepikarzem.
Ale w trzy tygodnie potem brat przysłał jej odpowiednią ilość funtów i jeszcze napisał, że dobrze zrobiła, zwracając się do niego.
— Tacy to są żydowscy bracia! — mówiła Dwojra Pierzarka, która cieszyła się podwójnie, ze szczęścia Chai i z tego, że są jeszcze na świecie dobrzy ludzie.
Pobiegła Chaja Rybiarka do Ajzyka:
— Miesiąc temu pożyczyłam od was trzysta sześćdziesiąt rubli. Przychodzę teraz zapłacić te pieniądze.
— Jakie trzysta sześćdziesiąt rubli? — zdziwił się Ajzyk. — Ty ode mnie pożyczyłaś pięćset rubli i ja na to mam weksel.
— No tak, bo policzyliście sobie ten wasz procent za rok z góry i jeszcze za ryzyko. A teraz upłynął nie rok, a jeden miesiąc, i ryzyko też upadło, bo ja wam rzetelnie wypłacę trzysta sześćdziesiąt rubli. No i jeśli koniecznie chcecie, mogę wam zapłacić nawet ten wasz duży nieurzędowy procent za jeden miesiąc.
— Moja droga, do jutra będziemy z sobą gadać i nic z tego nie wyjdzie! — odpowiedział Ajzyk. — Ty wciąż mówisz o trzystu sześćdziesięciu rublach, a ja będę mówił o pięciuset rublach, które mi się od ciebie należą i na które mam weksel.