Postanowiła tedy być szczera i odważna jak owa Marjorie i nie cofać się tchórzliwie przed największym nawet niebezpieczeństwem.

Już następnego popołudnia spotkała Romka Podleskiego. Szedł sam jeden, gwiżdżąc sobie wesoło.

Oczywiście, gdy dojrzał Hanusię, natychmiast zaczął wyśpiewywać:

„Żydóweczko chodź na bez”...

Lecz tym razem Hanusia nie uciekła. Zbliżyła się do niego, stanęła przed nim i powiedziała dobitnie:

— Skoro mnie tak zapraszasz, zgoda. Idę z tobą na bez!

Romek był tak zdziwiony, tak po prostu oszołomiony niesłychanym zuchwalstwem Hanusi, że przez chwilę milczał, a w końcu wybełkotał:

— Co... co takiego?!

Hanusia znów odpowiedziała spokojnie:

— Ciągle mnie zapraszasz na ten bez, więc chodźmy. Dzisiaj nie jest szabes i mama mnie nie wybije... Ale ty się pewnie boisz dostać lania od swoich rodziców za to, żeś z Żydóweczką na bez chodził.