Ranną godzinę już goniła zorza,

Z dala widziałem blask i drżenie morza.

Płaszczyzną pustą szliśmy nie bez trwogi,

Jako podróżny szukający drogi.

Widziałem rosę walczącą ze słońcem,

Ta w cieniu góry skryta przed gorącem

Parą nie mogła wznieść się ponad błonie.

Mistrz mój na trawach złożył obie dłonie,

Odgadłem zamysł i łzą, co przecieka

Z duszy skruszonej przez oczy człowieka,