Robactwo, jego płód niedonoszony!

Jak zamiast gzymsów widzimy figury148

Dach dźwigające wystały nad mury,

Gdy w skurczu z piersią stykając kolano,

Budzą w nas litość boleścią udaną,

Tak wykrzywione w postaci szkaradne,

Szły duchy, twarze ku ziemi zwiesiwszy:

Wprawdzie nierówno głaz ich barki gniecie,

Podług ciężaru, co kto niósł na grzbiecie;

Jeden w swej męce bodaj najcierpliwszy,