Widząc wyraźniej ich rysy i ruchy,

Z boleści łzą mi nabiegła źrenica.

Ciało ich kryła licha włosiennica,

Jeden na drugim opierał mdłe ciało,

A wszyscy byli podpierani skałą.

Jak ślepi co dzień łaknąc manny z nieba,

Siedzą przy kruchcie i wołają: chleba,

Jeden na drugim zwisłą głowę trzyma;

By litość w sercu poruszyć człowieka,

Żebrzą nie tylko słowem, lecz oczyma,