Tu was przyzywam, ja, wasz od powicia!
Niech Kalijope3 wtóruje mej pieśni,
Głosem, co w rozpacz biedne wpędził sroki4.
Jasne wschodniego szafiru obłoki,
Zlane z błękitem powietrznej przezroczy,
Aż do najpierwszej sfery sięgającej5,
Oswobodzone z martwej piekieł cieśni,
Rozweseliły moją pierś i oczy.
Już piękna gwiazda, co w nas miłość budzi6,
Ryb w jej orszaku blask chłodno świecący