Na wzrok nie mogła narzucić zasłony,

Jak dym, co wtenczas skrył nas w swej omroczy242:

Gryzące dymy zamykały oczy.

Wódz podszedł do mnie i podał mi ramię.

Jak ślepy, aby nie zbłąkać się z drogi

Lub o głaz ostry nie obrazić nogi,

Krok w krok za swoim przewodnikiem kroczy:

Podobnie szedłem w tym straszliwym ciemnie,

Wciąż nasłuchując, co mi wódz mój powie;

Wódz mówił: «Strzeż się, nie odchodź ode mnie».