Księżycowego już nie grzeją chłodu:

Gdy geomanta283 swoje szczęście czyta

W gwieździe, co jemu wybłyska od Wschodu

W chwili przedświtu, nim zorza bezchmurna

Rozwidni wkrótce gościniec nieb szary;

Przyśniła mi się zajękła284 kobieta285,

Z odciętą ręką, wzrok jej zezem pada,

Krzywa, a twarz jej jak tynk muru blada.

Patrzałem na nią, a jak słońce ciepłe

Ożywia członki nocnym chłodem skrzepłe,