Schodzi w tę wodę i w rdzeń tego drzewa,
Które za nami oto stoi z dala;
Przez nią ja jestem tak chudy i blady.
Ten lud szkieletów, który płacząc, śpiewa,
Będąc bez miary posłusznym swej gębie,
Tu się uświęca przez głód i pragnienie.
Woń, co z owoców i wody wynika,
Rozwiana wiatrem wzdłuż tego trawnika,
Jadła, napoju w nas żądzę zapala.
Chodząc tu w kółko po skały tej zrębie