Raczyło przyjąć za swych wiecznych gości!
Lecz mi powiedzcie sami, kto jesteście,
I ci, co idą za wami w płomieniu,
Bym was mógł jeszcze spisać po imieniu».
Góral raz pierwszy będąc w wielkim mieście,
Błądzi jak zwierzę wypłoszone z boru;
Nie tak się wielkim zdziwieniem zapala
Na widok miasta dziki wzrok górala,
Jako te duchy, sądząc z ich pozoru.
Lecz kiedy z trwogi ochłonęły swojej,