Patrząc na ogień wzniosłem ręce obie,

Myśl wystraszona wciąż wyobrażała

W ogniu, com widział, gorejące ciała.

Wtem do mnie oba wodze się zwrócili:

«Synu, tu nie ma śmierci!» rzekł Wirgili,

«Tylko jest męka czasem określona.

Jeśli, przypomnij, nie zdjęła mię trwoga,

Gdym cię na barki wsadził Geryjona437,

Czegóż się lękać będąc bliżej Boga?

Gdybyś lat tysiąc stał wśród tych płomieni,