Jeszcze by dźwigał mój pomnik grobowy.

Teraz deszcz bieli, wiatr suszy me kości

W dolinie Werdy, gdzie mnie najniegodniej

Rzucił pod klątwą zgaszonych pochodni44.

Wygnane klątwą miłosierdzie boże

Powraca czasem, gdy nadzieja w duszy

Jeszcze zielona i kwiat wydać może.

Wprawdzie, kto w klątwie świętego kościoła

Umiera, choć go żal na końcu skruszy,

Dojść na wierzchołek tej skały nie zdoła: