Aż mię owiała woń kwiatów okolna.

Powietrze słodkie musnęło mi czoło,

Niezmienne, świeże jak powiew majowy454;

Liście drżeć skore w tym lubym powiewie,

Wszystkie się na wstecz w tę stronę skłaniały.

Gdzie pierwszy cień swój rzuca góra święta.

Jednak zagięte gałęzie i chrusty

Tak nie zboczyły od liniji455 prostej,

Ażeby na ich wierzchołkach ptaszęta

Przestały śpiewać i ćwiczyć się w śpiewie.