Tak blisko smugiem podeszła murawy,

Żem mógł jej słowa słyszeć najwyraźniej.

Ledwo stanęła nad pięknym strumieniem,

Tam, gdzie nadbrzeżne w nim kąpią się trawy,

Już mię darzyła oczu podniesieniem.

Wątpię, czy żywszym spod rzęsów461 promieniem

Wenus błysnęła, czując ból od strzały,

Gdy ją niebacznie ranił syn jej mały.

Z prawego brzegu wciąż się uśmiechały

Jej usta do mnie, kwiaty, jakie zrywa,