Jako podróżna w drodze karawana,
Nową przeszkodą nagle zatrzymana;
Doszedłem kresu, gdzie cień rzuca mroki,
Jakie przez czarne gałęzie a liście
Zielone, wiatrem kołysane jodła
Rzuca na chłodne alpejskie potoki.
Jakby szedł Eufrat i Tygrys przed niemi
Z jednej krynicy, tak mi się wydało,
I jeden z drugim z wolna się rozdziela,
Jak gdy przyjaciel żegna przyjaciela.