Końcami w studni wpierały się zręby.

Kiedyśmy zsiedli z grzbietu Geryjona,

W takie skaliste weszliśmy warownie.

Z mistrzem na lewo zawróciłem kroku263,

Na prawo zasię widziałem w pół zmroku

I nowych katów, i nowe katownie.

Grzesznicy nadzy w tym pierwszym tłumoku 264

Jedni szli do nas, połowa szła bokiem

W naszym kierunku, ale sporszym265 krokiem.

Rzym gdy rok święci jubileuszowy,