Arkady mostu, co w poprzek otchłani

Sklepiać swe łuki zawisła tam na niej.

Głos mówiącego zdradzał gniew nieskrycie,

Jam wzrok w dół spuścił, ale żywe oko

Dna nie dościgło przez ciemność głęboką.

«Mistrzu!» tak rzekłem po chwili niedługiej,

«Przechodźmy most ten, zstępujmy w krąg drugi.

Bo stąd ja słyszę, a nic nie rozumiem,

Widzę, nic jednak rozpoznać nie umiem».

A mistrz: «Zadosyć słusznemu życzeniu,