Ruszyłem kroku, ale jeszcze stałem

Silnie tą stopą, co była najniżej6.

I oto w chwili, gdym postąpił wyżej,

Pantera z góry, pochyłą jej ścianą,

Biegła okryta skórą cętkowaną7;

Zwinna i rącza, ile pomnieć mogę,

Tak mi stanowczo zastąpiła drogę,

Że nieraz cofać wstecz8 musiałem nogę.

Był ranek, słońce wschodziło na niebie,

Mając też same gwiazdy wkoło siebie,