Wprost do nas cztery szły cienie olbrzymie,
Twarz ich ni smutna była, ni wesoła;
«Patrz no na tego», mistrz na mnie zawoła,
«Co z mieczem w ręku idący na przedzie,
Drugich za sobą niby król ich wiedzie.
To Homer, wieszczów książę urodzony!
Za nim Horacy, Owidyjusz56 trzeci,
Ostatni Lukan; każdy z nich na imię
Jak ja zasłużył, które niegdyś brzmiało.
Patrz, cześć mi niosą: to i dla nich chwałą».