O swą kochankę, o niewiastę świętą188,
Której jak śmierci, choć ta nie dba o to,
Nikt nie otwiera swoich drzwi z ochotą.
Z nią ślubnym węzłem złączył się duchownie
Odtąd z dnia na dzień kochał ją gwałtownie;
Ona po pierwszym wdowa oblubieńcu189,
Więcej tysiąca lat we wdowim wieńcu
Smutna przeżyła; świat wzgardą ją krwawił,
Żaden zalotnik przed nią się nie stawił,
Chociaż bez trwogi przy swym Amyklasie190