Wiał spodnią połą jeszcze tak wysoko,
Że tam, gdzie byłem, nie wpadał mi w oko.
Dlatego wzrok mój bezsilnym spojrzeniem
Za uwieńczonym nie zdążył płomieniem,
Który się wznosił za swoim nasieniem454.
A jak niemowlę do piastunki swojej
Wyciąga ręce, gdy go pierś napoi,
I w znak podzięki wiesza się u szyi,
Każde z tych świateł objętością całą
Wierzchołki blasków swoich przedłużało,