Jest ląd wzniesiony, wzgórek niewysoki,

Skąd płomień mały zstąpił iskrą marną,

W końcu się rozdął na żagiew pożarną,

Kraj wokół strawił w płomieniu i dymie.

Oboje wiedziem ród z jednego gniazda,

Ja świecę tutaj, Kunizza na imię,

Bo mnie swym blaskiem podbiła ta gwiazda.

Lecz ja wesoła, choć gwiazda Wenery

Niższym od wielu gwiazd jest pomieszkaniem,

Przyczynę losu znoszę z pobłażaniem,