Patrzę, aż za nim po tej mętnej toni

Błotniste duchy pędziły w pogoni;

Za co niech jeszcze będzie Bogu chwała

I pochwalone jego imię święte!

Wszyscy krzyczeli: «Hejże na Argentę126

I duchów zgraja w skok za nim bieżała:

Gnany floreńczyk127, jakby szczuty psami,

Ze złości szarpał, gryzł siebie zębami

I legł znużony pod naciskiem zgrai,

Jak pies gdy w sobie dech życia przyczai.