W miasto jak gnani pobiegli co żywo,
Bramę zamknąwszy przed mistrza piersiami,
Który od bramy szedł do mnie leniwo,
W ziemię miał oczy głęboko spuszczone,
Zwykłej śmiałości wzroku pozbawione
I te wyjąkał słowa przez wzdychania:
«W miasto boleści kto mi iść zabrania?»
A do mnie mówił: «Jeślim obrażony,
Nie troszcz się o to, ja próbę zwyciężę;
Darmo gromadzą lud swój do obrony,