Tak potępieńców gromada ladaco,

Przed kimś, widziałem, uciekała z trwogą,

Który przechodził przez Styks suchą nogą.

On z twarzy swojej dym ręką odtrąca,

Zda się, tą jedną mordował się pracą;

Poznałem zaraz niebieskiego gońca,

Zwróciłem oczy w świętym przerażeniu

Do mistrza; chęć swą mistrz znakiem odsłonił,

Bym stał spokojnie i przed nim się skłonił.

Ileż ten anioł miał wzgardy w spojrzeniu!