Zapalał piasek jak proch pod krzemieniem.

Płomienia piasek w lot chwytał się suchy,

Dręczyć boleścią podwojoną duchy;

Ich nieszczęśliwe w ciągłym ruchu ręce

I w nieustannym jak wachlarz powiewie,

Do ich ciał lgnące strząsały zarzewie.

«Mistrzu,» mówiłem, «coś wszystkie przeszkody

Usunął, prócz tej, jaką potępieńce

Stawili hardo w progu Disa bramy:

Kto ten cień, powiedz, olbrzymiej urody,