Gdzie krańcem siódmy krąg z ósmym graniczy,
Tam gdzie siedziały nieszczęśliwe duchy.
Boleść tryskała przez oczy ich łzami,
Podnosząc ręce od ruchu mdlejące,
Żar odsuwały, to piaski gorące;
Jak psy w skwar letni pyskiem, to łapami
Ich kąsające opędzają muchy.
Próżno oczyma przeglądałem twarze
Okaleczałe w tym bolesnym żarze.
Nikogo w takiem zebraniu niemałem,